...
No więc zacznę od tego, że powinnam sobie, jak Zgredek w Harrym Potterze, wyprasować palce żelazkiem za to, że tak długo nie pisałm. Ale, że nie jestem skrzatem domowym, to tego nie zrobie.
A więc przenieśy się do 29 lutego 2008r.
Można by żec, wydarzenie lutego. Koncert Strachy na lachy.
Hehe ;p
Po pierwsze to ... hymm nie może być po pierwsze bo wszystko co się wydarzyło powinno być na pierwszym miejscu. No dobra jeszcze raz.
Koncert był odlooooooootowy. Nie wiedzieć czemu piosenka która najbardziej mi utkwiła w głowie to - piosenka o fatalnej kobiecie - . No ale co tam koncert, najlepsze było to co się działo po koncercie... Najpierw Maniek któremu zrobiło się żal 2 dziewczyn które wydały 4 zł na plakaty bo przecież "Niezłe piwo by było". Później przypadkowo żeśmy (znaczy się Ja i Knut) natrafiły na Kozaka i Kuzyna przy barze, no to dawaj po autografy, ale ja pomyślałam sobie-Niee, autografy nie wystarczą i już byłam bliska zapytnięcia się Kozaka czy moge sobie zrobić z nim zdjęcie, ale Knut nie miał pamięci w telefonie no to zaczęła wszystko usuwać...
... 40 lat później ...
... Knut usunął zbędne śmiecie zalegające w jej telefonie, ale mi już się odechciało zdjęcia z Kozakiem (bo zobaczyłam jego minę podczas gdy Knuciak zaczął oczyszczać telefon). Więc zabieg "więcej pamięci w Knutowym telefonie" był tylko stratą czasu. No ale przecież w sumie to są tylko 3 autografy, więc lecim na zaplecze gdzie przebywa reszta zespołu. Czwartą z rzędu a pierwszą z zaplecza ofiarą był chory Lo. Kolejny zdziwiony ilością plakatów zaczął swój interesujący wywód pt."Cztery", Ja bęąc pod wrażeniem zapamiętałm tylko "... jak czterech jeźdźców Apokalipsy ... ". Po podpisaniu się osoba chorgo Lo opuściła lokal pozostawiając po sobie... koszule! Tak, tak moi kochani czytelnicy - koszula Lo - oryginalna, pachnąca jeszcze potem, który spływał z czoła genialnego basisty podczas koncertu. Była ode mnie oddalona o jakieś pół metra i już moja rączka po nią sięgała, ale kolejka po autografy się nagle rozpłynęła i byłam tylko Ja, Knut i otwarte dzrwi do nieba;p. Wchodzim a tam zajęci dyskusją Grabaż, Pan Areczek i inni. No to dawaj do Grabaża. Swym genialnym pociągnięciem ręki zostawił ślad na papierze(który zresztą wisi nad moim łóżkiem). I ostatni... Pan Areczek... Podchodzę daje mu plakaty a on mi mówi: "Ale ja nie mam markera". "Kurna! O matko! Co tu robić?!" myślę sobie. Wiem! Przecież Grabaż mi podpisywał no to go poproszę.
-Przepraszam mogę pożyczyć bo Areczek nie ma się jak podpisać?
-Areczek to twój?-pyta się Grabaż Areczka
-No tak
-To jak ty chcesz to ode mnie pożczyć?-pyta się mnie Grabaż
-No... eee... bo ja chcę żeby tylko podpisał... zaraz oddam-zaczęłam się gubić w zeznaniach
-Proszę-po długich męczarniach Grabaż wręcza mi markera
-Dziękuję
No i po tej jak to Kunt nazwał "pachą" dostałam autograf od Areczka.
A więc można skonkludować że zebranie tych autografów sprawiło mi taką przyjemność, jakiej nie da się opisać, więc zakańczam moje wypociny kawałkiem piosenki o fatalnej kobiecie:
Między pierwszym skurczem a dobrym dreszczem
Gdzieś między karą a winą
blyskawica 2008-04-14 21:39:11
skomentuj (3)
... można skonkludować, czyli stwierdzić, na koniec ...
Dzięki wczorajszemu nocnemu słuchaniu wszystkich moich ulubionych empetruch zmusiłam się do wypocenia czegoś tu - na blogu. A więc od czego by tu...
Jest 25 listopad 2007r., godzina - na oko przed 20, drzwi prowadzące do oczekiwanego przeze mnie wydarzenia roku - drzwi wejściowe klubu GWINT.
Jest troche po 20 gdy na scene wychodzą ludzie o których nigdy nie słyszałam i nigdy ich nie słuchałam( za wyjątkiem jednego wersu - ale o tym później). Grają. W mojej głowie (warto dodać że - o dziwo! nie mokrej i nie spłaszczonej) pojawia się myśl że to jest nawet zajebiste. I już na sam koniec doczekałam się (jak o tym wspomniałam wyżej) triumfalnego odśpiewania razem z Akuratem:"Esy-floresy fantasmagorie". Koniec jednego początek drugiego. I jeszcze pare minut, pare dłużących się w nieskończoność minut dzieli mnie od tego znajomego i zawsze miłego dla uszu. Tak, tak, tak - wychodzą. Euforia. Może lekki szok (Knuciak wie o co chodzi:P). Nie do opisania szczeście się przeze mnie przelewa słuchając i oglądając na żywo happysad. Jeśli ktoś chciałby sobie wyobrazić jakie to uczucie niech pomyśli o najwspanialszej rzeczy i ponoży ją przez nieskończoność. Ale jak wszyscy niestety wiemy zawsze wtedy kiedy się dobrze bawimy czas leci milion razy szybciej.I już "Niech kończy się świat pojutrze czy dziś nieważne", bo się niestety koncert skończył. Ale tym razem nie było:"Znowu wracasz do domu styrana" bo wróciłam bez żadnych obrażeń fizycznych ale za to z ogromnym śladem zostawionym w mojej psychice, oczywiście pozytywnym śladem. A podsumowując materialnie to zaopatrzyłam się w koszulke, plakat, znaczek i naszywkę.
Bo człowiek nie jest taki
Co by siedział w cieniu
Chciałby się buntować
No ale nie ma przeciw czemu
blyskawica 2007-12-18 20:14:32
skomentuj (2)
...
Po triumfatorskim powrocie z Plusa:
-Prosze, twoje zakupy.-mowi Czarek wreczajac reklamowke Bartkowi
-Hymm-mruczy Bartek ogladajac zakupy
-...-Czarus czeka na pochwaly
-Boze cos ty mi tu nakupowal. Prosilem cie o szampon do wlosow Garnier Fructis a ty mi Timoteia kupiles. Poprosilem o multiwitamine Garden a ty mi jakies niemieckie gowno kupiles. Ale najwazniejsze prosilem cie o zelki Haribo dinozaury A TY MI JAKIES TUKANY PRZYNIOSLES!
-Aaa... ale... no... ale tylko takie bylo.-bezskutecznie tlumaczy sie Czarus
-No to sobie sam to jedz!-krzykna Bartek wychodzac z 26.
Nauczka na przyszlosc: Nie wysylaj Czarka po zakupy bo pomyli dinozaury z tukanami.
blyskawica 2007-09-03 11:14:09
skomentuj (0)
Po najlepszym obozie.
To był najlepszy obóz na jaki pojechałam, ale i jednocześnie najsmutniejszy powrót z obozu na jaki pojechałam. Nie będe przybliżać tu tych pięknych chwil bo będzie jeszcze bardziej smutno, tylko podziękuje:
-Kubie(tak naprawde to ty powinienieś mi dziękowac:P) za zapoznanie z Sebastianem i nocne SMS-y.
-Sebastianowi za... wszystko... i za spacer po bieżni (tylko prosze nie rób już więcej barbeque, to mnie przeraża).
-Julii-Dżulii-Surykatce-Żulii za "a ja bym nie chciała" i inne śmieszne teksty.
-Majce za mopa( na ten swój inny sposób on był nawet słodki), czekolade mleczną z orzechami(kupie Ci do Konina).
-Oli za kartke do Pusi (to było śmieszne).
-Mirskiej za... kurde no za co? Aaa już wiem za zmywanie tatuażu i ścinanie grzywki(nie martw się odrośnie:P).
-Zuzi za te twoje zajebiaszcze buty i wieczny uśmiech na twarzyczce.
-Oli B. za skarpety( jak nie zapomne to wypiore:P).
-Uli R. za to że nie balaś się dać mi swoich włosów w moje ręce(i wcale nie wyszło tak źle).
-Izie za przytulanie i czekanie na szpadzistów na korytarzu o 6 rano.
-Uli M. za nakrętke.
-Laurce za wieczorne granie Carmen i ogólnie za pianino.
-Czarusiowi za gadanie 23.30h na dobe.
-Łukaszowi za to że pozostał normalny pomimo mieszkania w pokoju 25.
-Kamilowi za te wieczne nic nie znaczące sprzeczki.
-Kornelowi za to że jak na Ciebie popatrzyłam to mi się odrazu lepiej robiło.
-Wojtusiowi za ciasteczka.
-Bartusiowi za te same ciasteczka.
-Kobeszce za wygraną 15:13, w rewanżu 15:14, turnieju 5:4 i wypad za drzwi.
-Bartkowi za jego 2 metry wzrostu które pomogły nam zaczepić sznurek i "smacznego" mimo że chodziłeś z kadrą.
-Emilowi za barbeque, ale żeby mi to ostatni raz było:P!
-Jankowi za te słodziutkie kitki(dalej mam te zdjęcia:P)
-Tomkowi za szczerą krytyke(ale mi się naprawdę wydawało że było ładnie)
-Trenerom bo to dzięki nim nauczyłam się wszystkiego co teraz umiem i będe to wykorzystywać jak najlepiej.
-Panu kioskarzu który zapamiętał moją piękną buźkę po 3 latach i te jego durnowate teksty które cały obóz zwalały z nóg.
-Dziewczynom z Sosnowca które tak bardzo chwalą Białystok:P
-I sobie, że dałam radę i wykorzystałam wszystko w 200% a nawet i 300%.
Jeśli nie pousycham z tęsknoty...
blyskawica 2007-08-27 18:54:31
skomentuj (2)
...
Eh, nie no poprostu dziś na treningu załamałam się. Klubowa ofiara nr1 po przedwczorajszym zdjęciu gipsu dziś skręciała nogę... Taa i żeby jeszcze się bardziej załamać jutro miała mieć zawody... Gratuluje.
blyskawica 2007-06-15 20:33:40
skomentuj (0)
o grzybkach i bateriach do jedzenia
W sklepie(przed treningiem):
Widząc pełną pułkę słodyczy podeszłam do niej, i nagle moim oczom ukazała się bateria:"Eh czego tu nie wymyślą do jedzenia", i zapytałam się:
-Przepraszam, jak to się je?
-Tego się nie je, to jest bateria...
A ja naprawde myślałam że to taki cukiereczek do jedzenia:)
Na sali(podczas treningu):
-No to Julia prowadzi rozgrzewke
-Buu, ale ja nie chce!
-Powiedziałem!
-No dobrze, no to biegniemy i zbieramy grzybki(no chyba każdy wie o co chodz:)).
-Hahaha a moje grzybki są takie duże, że nie musze się po nie schylać - powiedziała Iza
Eh Iza, zazdroszcze grzybków:)
Ah bym zapomniała, klubowa łamaga numer 1 powróciła po ciężkiej walce z ciężkim gipsem na nodze. Brawo:)
blyskawica 2007-06-13 20:33:35
skomentuj (0)
...
Jakże niezwykle poważna lekcja techniki:
-A wie pan że ja z Michałem odkryliśmy, że jak się do gniazdka gwóźdź wsadzi to prąd kopnie. - powiedział bohaterskim głosem Kacper
-Taa - odpowiedział bez żadnego zainteresowania pan S.
-Eh no to trzeba było mu oddać - wtrącił Gucio
Pięć minut póżniej:
-Ah prosze pana mi telefon do jeziora wpadł, i nie chce działać! - powiedział mało inteligentnym głosem Tomek
-No to go wysusz - odpowiedział bardzo inteligentnym głosem pan S.
-No już suszyłem
-A rozebrałeś go całego?
-Noo prosze pana oczywiście, ja z rozbieraniem nie mam żadnych problemów.
-No to w takim razie ja ci radze go sprzedać na Allegro, napisz że prawie działa.
-A o tym że się nie włącza też pisać?
-Nie no niekoniecznie. Ale gdyby do ciebie póżniej zadzwonili i się skarżyli, to powiedz że kiedyś się włączał.
A tak sobie teraz pomyślałam że skoro pan S. nie był zachwycony odkryciem Kacpra i Michała to może sam sprawdzał?! Taa to by wszystko wyjaśniło.
Lato lato w Kołobrzegu... :P
blyskawica 2007-06-12 16:03:34
skomentuj (0)